Dnia 23 września ekipa eksploratorów Majorki spotkała się w godzinach nocnych na lotnisku w Palmie – stolicy najpopularniejszej wyspy na świecie. Pierwszy dzień odkrywania nowych terenów zachwycił każdego. Po odbiorze rowerów i zapoznaniu się z nimi wyruszyliśmy w trasę. 

Malownicza ścieżka biegnąca wzdłuż wybrzeża wschodniej części Majorki zaprowadziła nas do Magaluf, gdzie w porze obiadowej, mieliśmy okazję po raz pierwszy spróbować prawdziwie lokalnej kuchni. Dzięki przepięknym widokom cudownych plaż, portów i zatoczek droga przebiegała w cudownym nastroju z nieustannymi przerwami na wykonanie zdjęć. Wieczór również nas zachwycił, zaskakując sprzedawaną tam w wiaderkach (tak, w wiaderkach! 😀 ) sangrią z lodem.

Relacja z wyprawy na Majorkę
Relacja z wyprawy na Majorkę
Relacja z wyprawy na Majorkę
Relacja z wyprawy na Majorkę

Następnego dnia wybraliśmy się na najsłynniejszy podjazd, Sa Calobra. Z hotelu przetransportowaliśmy się na dworzec kolejowy, skąd pociągiem dotarliśmy do miejscowości Inca, gdzie zaczęliśmy wspinaczkę na Coll de Sa Batalia oraz Coll dels Reis. Po trudach długich i wykańczających drogowych serpentyn, mogliśmy się cieszyć kilkunastokilometrowym zjazdem zwieńczonym niebiańską plażą ukrytą wśród skał.

Następny dzień z kolei spędziliśmy na zwiedzaniu zachodniej części wyspy, kierując swe koła do Felanitx, gdzie podzieliliśmy się na dwie grupy, część korzystała z uroków tego małego miasteczka, a pozostali – spragnieni podjazdów – pojechali do sanktuarium San Salvador, zwanego „sanktuarium kolarzy”. Dzięki ofiarodawcom trofeów, mieliśmy tam okazję zobaczyć kilka tęczowych koszulek mistrzów świata. Po męczących trzech dniach nadeszła niedziela, którą postanowiliśmy spędzić odpoczywając, zwiedzaliśmy Palmę pełną cudownych zabytków, zażywaliśmy kąpieli słonecznych oraz poznawaliśmy najbliższe okolice hotelu.

Poniedziałek był kolejnym dniem wyjazdowym, znów skorzystaliśmy z majorkańskich kolei, dzięki którym dotarliśmy do Sa Pobla na północy wyspy. Tam zatoczyliśmy sześćdziesięciokilometrowe koło przejeżdżając przez Pollencię oraz Alcudię. Ten dzień nie rozpieszczał nas jeśli chodzi o pogodę, na szczęście burza zdążyła nas ominąć podczas obiadowej sjesty, ale udało nam się pojeździć po pięknej, około czterokilometrowej plaży, a także zamoczyć koła w Morzu Śródziemnym.

Prognozy na kolejny dzień znów nie były pozytywne, dlatego postanowiliśmy wtorkowy dzień spędzić na zwiedzaniu tego, co było dla nas wciąż nieznane, ale tym razem za pomocą samochodów,. Dzięki temu dotarliśmy do Valldemossy, miejscowości znanej z pobytu Chopina, później do Port de Soller, gdzie mogliśmy zobaczyć kończący bieg zabytkowy tramwaj. Na koniec dnia udaliśmy się do Cap de Formentor – najbardziej na północ wysuniętego miejsca na Majorce, które dzięki swej cudowności, nawet podczas jazdy samochodem wprawiało w szybsze bicie serca.

Ostatni dzień powitał nas ulewnym deszczem, dlatego spędziliśmy go tylko na zakupach pamiątek oraz wymeldowaniu z hotelu, a w godzinach południowych udaliśmy się na lotnisko, gdzie pożegnaliśmy się z Majorką z ogromną nadzieją powrotu.

Chcesz wybrać się z nami na Majorkę. W tym sezonie planujemy tam pojechać w wersji turystycznej (oferta tutaj) oraz w wersji dla rowerów szosowych (oferta tutaj)

Autor tekstu: Basia – przewodnik wyprawy

Materiał i montaż filmu: Kasia (facebook.com/szoslumen)